To pierwszy artykuł z cyklu „Strzegom 1745. Bitwa, która zmieniła Śląsk”, przygotowanego na podstawie książki Roberta Kisiela „Strzegom–Dobromierz 1745”.

Nocny marsz bez ognisk

Wieczorem 3 czerwca armia króla Prus Fryderyka II przygotowywała się do marszu. W pobliżu Strzegomia znajdowały się ogromne siły pruskie, natomiast na zachód i południowy zachód od miasta rozlokowane były wojska austriackie i saskie.

Około godz. 18.00 Fryderyk wydał rozkaz, aby dwie godziny później armia była gotowa do wymarszu. Plan opierał się na zaskoczeniu przeciwnika. Prusacy zamierzali podejść do jego pozycji pod osłoną nocy, przeprawić się przez Strzegomkę i zaatakować, zanim sprzymierzeni zdążą właściwie rozpoznać sytuację oraz ustawić wszystkie oddziały.

Noc była jasna i bezchmurna. W obozie nie rozpalano ognisk, aby nie zdradzić przygotowań. Wojska ruszały kolumnami, zachowując ciszę i porządek. Nie był to jednak łatwy marsz. Piechota musiała pokonywać nierówny i miejscami podmokły teren, a wraz z nią przemieszczały się konie, wozy, amunicja oraz artyleria.

W ciemności oddziały przekraczały także Pełcznicę i inne niewielkie cieki. Miejscami żołnierze brodzili w wodzie po kolana. Każde opóźnienie mogło zaburzyć plan, ponieważ powodzenie całej operacji zależało od tego, czy Prusacy zdołają dotrzeć do wyznaczonych punktów przed świtem.

Godzina 3.30. Wojska wchodzą do Strzegomki

Około godz. 3.30 główne siły pruskie rozpoczęły przeprawę przez Strzegomkę. Nadal panowały ciemności, choć na wschodzie zbliżał się już dzień.

Pierwsza linia armii przechodziła przez rzekę w pobliżu młyna pod Grabami, druga korzystała z przeprawy w samej miejscowości. Najpierw na zachodni brzeg miała dostać się kawaleria prawego skrzydła, następnie piechota wraz z działami przydzielonymi do regimentów.

Kawaleria lewego skrzydła kierowała się natomiast ku przeprawom w rejonie Stawisk. Ciężkie, 24-funtowe działa, znacznie trudniejsze do przemieszczenia niż lżejsza artyleria polowa, wysłano przez kamienny most w Strzegomiu.

Dla mieszkańców współczesnego miasta może być zaskakujące, że jednym z kluczowych punktów całej operacji była właśnie Strzegomka. Rzeka, która dziś nie kojarzy się z wielką przeszkodą terenową, w warunkach XVIII-wiecznej wojny mogła spowolnić tysiące żołnierzy, konie, wozy i artylerię.

Góra Szeroka miała osłaniać podejście

Jeszcze przed rozpoczęciem głównej przeprawy pruska straż przednia znalazła się na zachodnim brzegu Strzegomki. Jej zadaniem było zabezpieczenie ruchu całej armii i zajęcie dogodnych pozycji na wzgórzach.

Na drodze Prusaków znajdowała się jednak Góra Szeroka, obsadzona przez saskich grenadierów dowodzonych przez podpułkownika Pahlena. Pozycja miała duże znaczenie, ponieważ umożliwiała obserwowanie terenu i kontrolowanie podejścia od strony Strzegomia.

Saski dowódca znajdował się bardzo blisko przeciwnika. W nocy słyszał odgłosy wozów i przemieszczających się oddziałów, ale początkowo nie miał pewności, co dzieje się przed jego pozycją. W ciemności trudno było określić, czy zbliża się niewielka grupa rozpoznawcza, straż przednia czy cała armia.

Dopiero wraz z nadejściem światła stało się jasne, że w stronę wzgórza maszerują duże siły pruskie.

Spory, spadki i wyroki. Co zapisano w najstarszej księdze miejskiej Strzegomia? Historia Zobacz też Spory, spadki i wyroki. Co zapisano w najstarszej księdze miejskiej Strzegomia? Założona w 1347 roku księga miejska dokumentowała ponad sto lat życia średniowiecznego Strzegomia. Z…


Pierwsze strzały jeszcze przed czwartą

Strzały w rejonie Góry Szerokiej padły jeszcze przed godz. 4.00. Początkowo starcie miało charakter niewielkiej potyczki. Saskim żołnierzom mogło się wydawać, że odpierają jedynie działania pruskiej straży przedniej.

W rzeczywistości za pierwszymi oddziałami nadciągały kolejne kolumny piechoty i kawalerii. Prusacy przeprawiali się przez Strzegomkę, rozwijali szyki i zajmowali następne wzgórza. Z każdą minutą ich przewaga w tym rejonie rosła.

Informacje o zagrożeniu docierały do dowódców wojsk sprzymierzonych z opóźnieniem. Nie istniała łączność radiowa ani telefoniczna. Rozkazy i meldunki przewozili konni posłańcy, którzy musieli odnaleźć właściwego dowódcę w ciemności, wśród przemieszczających się oddziałów.

W takich warunkach nawet poprawna wiadomość mogła dotrzeć zbyt późno. Część dowódców nie wiedziała, czy obserwowane starcie jest początkiem wielkiej bitwy, czy jedynie lokalną potyczką.

Król pojawił się przy przeprawie

Fryderyk II szybko znalazł się w pobliżu przeprawy i miejsca, z którego można było obserwować lewe skrzydło wojsk austriacko-saskich. Król zobaczył, że przeciwnik znajduje się bliżej, niż wcześniej przypuszczano.

Zdecydował się wesprzeć oddziały prowadzące pierwsze walki. Do rejonu zagrożonego odcinka kierowano kolejne bataliony piechoty oraz kawalerię. Prusacy chcieli nie tylko utrzymać przeprawy, lecz także zdobyć wzgórza pozwalające rozwinąć całą armię po zachodniej stronie Strzegomki.

Pośpiech był konieczny. Część oddziałów znajdowała się już za rzeką, podczas gdy inne nadal czekały na przejście. Gdyby przeciwnik zdołał uderzyć w tym momencie większymi siłami, pruska armia mogłaby zostać rozdzielona przez rzekę i zmuszona do walki bez pełnego wsparcia.

O godz. 4.15 słońce wzeszło nad polem bitwy

Wschód słońca przypadał około godz. 4.15, ale już kilkanaście minut wcześniej było wystarczająco jasno, aby rozpoznać większe zgrupowania wojsk.

Wraz z nadejściem dnia zaskoczeni Sasi mogli zobaczyć skalę pruskiego manewru. Przed ich pozycjami nie znajdował się już niewielki patrol, lecz kolejne oddziały rozwijającej się armii.

W rejonie Żółkiewki rozpoczęły się również starcia kawalerii. Ułani i huzarzy próbowali rozpoznać przeciwnika, osłaniać własne oddziały i powstrzymywać jego ruch. Początkowo były to krótkie potyczki, ale z każdą minutą do walki włączały się następne jednostki.

Na polach pomiędzy wzgórzami, mokradłami i niewielkimi miejscowościami powstawały dwie długie linie wojsk. Żołnierze zajmowali pozycje, artylerzyści ustawiali działa, a kawaleria przygotowywała się do szarż.

Sasi opuścili ważną pozycję

Około godz. 4.30 saskie oddziały zaczęły schodzić z Góry Szerokiej. Decyzja miała poważne konsekwencje. Prusacy zyskali możliwość zajęcia dogodnego terenu i bezpieczniejszego rozwinięcia kolejnych formacji.

Saski dowódca wcześniej dostrzegał wartość obronną wzgórza i prosił o wsparcie. Posiłki jednak nie dotarły na czas albo wydane rozkazy nie były dostatecznie jednoznaczne. W rezultacie jedna z najważniejszych pozycji pierwszej fazy bitwy została opuszczona.

Nie oznaczało to jeszcze rozstrzygnięcia całego starcia. Główne siły austriackie i saskie nadal były liczne, a przed obiema armiami znajdowały się godziny ciężkiej walki. Jednak pierwsza faza zakończyła się korzystnie dla Fryderyka II.

Prusacy przeprawili znaczną część sił przez Strzegomkę, odrzucili wrogą kawalerię i uzyskali przestrzeń potrzebną do rozwinięcia armii.

Jedna godzina, która zmieniła spokojny krajobraz

Między godz. 3.30 a 4.30 rozegrał się pierwszy akt wielkiego starcia. W ciągu zaledwie godziny nocny marsz zmienił się w regularną bitwę.

Początkowo walczyły niewielkie oddziały rozpoznawcze i straż przednia. Chwilę później do przepraw zbliżały się tysiące żołnierzy, a na wzgórzach i polach wokół Strzegomia pojawiły się piechota, kawaleria oraz artyleria.

Dla mieszkańców Strzegomia szczególne znaczenie ma skala tych wydarzeń. Miejsca znane dziś jako spokojne pola, drogi i okolice sąsiednich wsi były wówczas fragmentami ogromnego pola bitwy. Wojska przechodziły przez Strzegomkę, korzystały z miejskiego mostu, maszerowały przez Graby i Stawiska, a pierwsze poważne walki toczyły się w rejonie Góry Szerokiej i Żółkiewki.

Gdy nad okolicą wzeszło słońce, bitwa dopiero się rozpoczynała. Jej najbardziej krwawe i decydujące momenty miały dopiero nadejść.



Artykuł powstał na podstawie książki Roberta Kisiela „Strzegom–Dobromierz 1745”, wydanej przez Dom Wydawniczy Bellona. Podstawę opisu pierwszych godzin bitwy stanowią rozdziały dotyczące nocnego marszu, działań wstępnych i początku walk 4 czerwca 1745 roku.