Wieczorem 9 marca sytuacja sowieckiego garnizonu w Strzegomiu była już jednoznaczna. Niemieckie oddziały przecięły połączenie miasta z głównymi siłami Armii Czerwonej, a pozostający wewnątrz żołnierze musieli zorganizować obronę okrężną.
Z dokumentów przytoczonych przez Roberta Primkego wynika, że w mieście znajdowały się dwa zasadnicze zgrupowania.
Pierwszym był 330. Pułk Artylerii Przeciwpancernej z 37. Brygady Artylerii Przeciwpancernej. Liczył 181 ludzi: 25 oficerów oraz 156 podoficerów i szeregowych. Na jego wyposażeniu znajdowało się 16 dział przeciwpancernych kalibru 57 mm oraz 21 ciągników artyleryjskich.
Drugą grupę stanowił 2. Batalion Strzelecki Gwardii 228. Pułku Strzeleckiego Gwardii wraz z pododdziałami tyłowymi 78. Dywizji Strzeleckiej Gwardii. Było to 438 żołnierzy: 43 oficerów oraz 395 podoficerów i szeregowych.
Ich uzbrojenie obejmowało jedno działo kalibru 45 mm, trzy moździerze 82 mm, osiem ciężkich karabinów maszynowych, dziewięć rusznic przeciwpancernych, 56 pistoletów maszynowych oraz 174 karabiny.
Razem dawało to 619 ludzi zamkniętych w Strzegomiu.
Sowieci próbują rozerwać pierścień
Samo utrzymanie miasta nie rozwiązywało problemu. Okrążone oddziały potrzebowały połączenia z własnymi wojskami, dlatego sowieckie dowództwo zaczęło ściągać w rejon Strzegomia kolejne siły.
Do walk skierowano między innymi dodatkowe oddziały piechoty i artylerii, a także jednostki pancerne. W okolice miasta trafiły 150., 12. i 14. Samodzielna Brygada Pancerna, 39. i 226. Samodzielny Pułk Pancerny oraz 1889. Pułk Artylerii Samobieżnej.
Nie wszystkie sowieckie oddziały pozostawały przy tym zamknięte w tym samym kotle. W nocy z 9 na 10 marca z osobnego okrążenia w Morawie zdołała wydostać się 4. Kompania 527. Pułku Strzeleckiego. O godz. 2.00 przebiła niemieckie pozycje pomiędzy Morawą a wzgórzem 275,3 i dotarła do własnych wojsk.
Garnizon Strzegomia takiego wyjścia jeszcze nie miał.
Nad ranem 11 marca z rejonu Goczałkowa ruszyła grupa około stu fizylierów, której zadaniem było dotarcie do okrążonych. Została jednak zatrzymana silnym ogniem i musiała się wycofać.
Sytuacja stawała się na tyle poważna, że zdecydowano się zaopatrywać ludzi zamkniętych w mieście z powietrza.
Samoloty z amunicją nad Strzegomiem
Zadanie powierzono 150. Samodzielnej Eskadrze Łącznikowej. Warunki były trudne. Primke, opierając się na dokumentach wojskowych, opisuje niesprzyjającą pogodę oraz niemiecki ogień przeciwlotniczy.
Załogi podchodziły nad rejon walk również lotem ślizgowym, z wyłączonymi silnikami.
Skala dostaw pokazuje, jak poważnie sowieckie dowództwo traktowało sytuację garnizonu. W ciągu 11 marca dostarczono 81 tys. nabojów do pistoletów i pistoletów maszynowych, 97 tys. nabojów karabinowych oraz 2800 granatów ręcznych.
Primke zaznacza jednak, że nie sposób dokładnie określić skuteczności tych zrzutów, a więc tego, jaka część zaopatrzenia faktycznie trafiła w ręce okrążonych.
Tego samego dnia podjęto kolejną próbę przełamania niemieckich pozycji.
O godz. 16.45 do natarcia ruszyła 150. Samodzielna Brygada Pancerna. Jej zadaniem było dotarcie do północnego skraju Strzegomia i odblokowanie znajdujących się tam żołnierzy.
Czołgi pokonały zaledwie około 800 metrów.
Niemiecki ogień prowadzony z rejonu Morawy i wzgórza 210,0 okazał się bardzo skuteczny. Cztery T-34 spłonęły, a siedem kolejnych zostało rozbitych. Zginęło czterech członków załóg, jeden zaginął, a pięciu zostało rannych. Natarcie przerwano.
Okrążenia nie udało się rozerwać.
O pierwszej w nocy zapadła decyzja
Po kolejnych nieudanych próbach odblokowania Strzegomia sowieckie dowództwo zdecydowało, że dalsze utrzymywanie garnizonu w mieście nie ma sensu.
O godz. 1.00 12 marca dowódca 5. Armii Gwardii gen. płk Aleksiej Żadow wydał rozkaz opuszczenia Strzegomia i wyprowadzenia znajdujących się tam oddziałów.
Przebicie zostało przygotowane jako większa operacja. Rozpoczęła je nawała ogniowa oraz atak 38. Pułku Strzeleckiego Gwardii. Miało to stworzyć warunki do wyjścia żołnierzy znajdujących się wewnątrz niemieckiego pierścienia.
Na sygnał do walki ruszyli okrążeni.
Z grupy artylerii przeciwpancernej wydostało się 128 żołnierzy: 24 oficerów oraz 104 podoficerów i szeregowych.
Z pododdziałów 78. Dywizji Strzeleckiej Gwardii wyszło 167 ludzi: 32 oficerów oraz 135 podoficerów i szeregowych.
Łącznie z okrążenia przedostało się 295 żołnierzy.
Pozostaje druga liczba.
Dokumenty cytowane przez Primkego określają straty garnizonu Strzegomia w walkach od 9 do 12 marca na 324 osoby, w tym 12 oficerów oraz 312 podoficerów i szeregowych.
Nie oznacza to, że 324 żołnierzy zginęło. Źródło podaje kategorię „strat” i na podstawie samego tego zestawienia nie można zamienić jej na liczbę poległych.
Arytmetyka dokumentów jest jednak charakterystyczna:
619 żołnierzy znajdowało się w okrążeniu.
295 wyszło z niego nocą.
324 wykazano jako straty.
295 plus 324 daje dokładnie 619.
Wraz z ludźmi utracono również większość ciężkiego sprzętu. Dziewięć dział przeciwpancernych kalibru 57 mm zostało zniszczonych w walce, a siedem kolejnych uszkodzono przed opuszczeniem pozycji. Dokument mówi również o utracie pozostałego ciężkiego uzbrojenia i wyposażenia.
Tak zakończyło się marcowe okrążenie sowieckiego garnizonu w Strzegomiu: nie zdobyciem kolejnego wzgórza ani pojedynczym kontratakiem, lecz nocną próbą wyrwania prawie trzystu ludzi z zamkniętego miasta.