Dzień wcześniej nic nie zapowiadało tego, co miało wydarzyć się o świcie. Według Roberta Primkego 8 marca na odcinku frontu obsadzonym przez sowiecką 5 Armię Gwardii nie odnotowano większych wydarzeń. Żołnierze prowadzili prace inżynieryjne i umacniali swoje pozycje. W rejonie Strzegomia zwiadowcy schwytali nawet dwóch żołnierzy SS.
Za niemieckimi liniami trwały jednak przygotowania do kontruderzenia. Jego jednym z głównych wykonawców była 208. Dywizja Piechoty dowodzona przez generała porucznika Hansa Pieckenbrocka.
Plan nie sprowadzał się do frontalnego szturmu na miasto. Niemcy zamierzali obejść Strzegom, przeciąć połączenia broniących go oddziałów z pozostałymi siłami Armii Czerwonej i zamknąć część sowieckiego zgrupowania w okrążeniu.
Cisza przed atakiem
Oddziały wyznaczone do natarcia zajmowały pozycje wyjściowe w nocy z 8 na 9 marca. Primke wskazuje w tym kontekście rejon Góry Krzyżowej na północ od Strzegomia. W działaniach uczestniczył między innymi 337. Pułk Grenadierów.
Niemcy zdecydowali się na rozwiązanie zwiększające szanse na zaskoczenie przeciwnika. Natarcia nie poprzedziła typowa nawała artyleryjska, która mogłaby ostrzec sowieckich żołnierzy o przygotowywanym uderzeniu.
Sowiecki dziennik bojowy 5 Armii Gwardii pozwala odtworzyć początek walk niemal z dokładnością do minut. Według tego dokumentu o godz. 5.45 przeciwnik rozpoczął natarcie z kierunku wzniesienia położonego około kilometra na północ od Strzegomia. Pierwszym celem była Graniczna.
Początkowo atakowały dwie kompanie piechoty wspierane przez trzy czołgi. Niemcy uderzyli na pozycje 228. Pułku Strzeleckiego Gwardii z 78. Dywizji Strzeleckiej Gwardii. Nie był to pojedynczy szturm. Kolejne uderzenia stopniowo rozrywały sowiecką obronę.
Do godz. 11.00 Graniczna znalazła się w rękach niemieckich.
Zdobycie wsi miało znaczenie znacznie większe, niż może sugerować spojrzenie na współczesną mapę. W Granicznej i na południe od niej Niemcy zaczęli koncentrować kolejne siły: piechotę, czołgi oraz działa szturmowe. Atak rozwijał się dalej.
Pierścień wokół Strzegomia zaczął się zamykać
Po opanowaniu wzniesienia oznaczonego na wojskowych mapach jako 350,2 Niemcy przenieśli ciężar uderzenia w stronę kolejnej ważnej pozycji, wzgórza 275,3. Tym razem do walki miały zostać skierowane siły sięgające dwóch pułków piechoty wspieranych przez około 20 czołgów i dział szturmowych.

Walki objęły więc obszar rozciągający się na północ i północny wschód od Strzegomia. Dzisiejsze Graniczna, okolice Góry Krzyżowej, Morawa i Jaroszów znajdowały się w samym środku prowadzonej operacji.
Kolejny przełom nastąpił po południu.
O godz. 13.00 Niemcy skoncentrowali batalion piechoty i pięć czołgów na południe od Morawy. Następnie uderzyli na wieś z rejonu położonego na południe od niej oraz od strony wzgórza 275,3.

Bronił się tam 2. Batalion 527. Pułku Strzeleckiego ze 118. Dywizji Strzeleckiej. Powtarzane niemieckie ataki doprowadziły do przełamania jego obrony i zajęcia Morawy. W okrążeniu znalazła się jedna z sowieckich kompanii.
Najważniejszy był jednak rezultat całego manewru. Niemieckie oddziały nacierające z różnych kierunków nawiązały kontakt.
Drogi prowadzące do Strzegomia zostały przecięte, a znajdujące się w mieście oddziały sowieckie znalazły się w okrążeniu.
Według dokumentów przytoczonych przez Primkego w Strzegomiu odcięte zostały między innymi 2. Batalion 228. Pułku Strzeleckiego Gwardii oraz 330. Pułk Artylerii Przeciwpancernej. Sam batalion wraz z pododdziałami tyłowymi liczył 438 żołnierzy, natomiast pułk przeciwpancerny 181 ludzi i dysponował 16 działami kalibru 57 mm.
Jeszcze rano sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.
Dlaczego atak był zaskoczeniem?
Na zaskoczenie złożyło się kilka elementów. Dzień wcześniej na tym odcinku frontu panował względny spokój. Niemieckie oddziały zajmowały pozycje nocą, a sam atak rozpoczęto bez przygotowania artyleryjskiego.
Relacja niemieckiego żołnierza Richarda Buchtala, starszego szeregowca 2. kompanii 338. Pułku Grenadierów, przesłuchanego później przez Sowietów, potwierdza, że jego batalion rozpoczął natarcie pomiędzy godz. 5.00 a 6.00. Żołnierze zostali poinformowani, że będą atakować na lewo od Strzegomia.
Niemieckie źródła dotyczące 208. Dywizji Piechoty również opisują nocne przygotowanie do natarcia i wykorzystanie elementu zaskoczenia. Był to świadomie zaplanowany sposób rozpoczęcia operacji, a nie przypadkowe starcie patroli.
Tempo pierwszych godzin walk pokazuje, że plan przyniósł efekt. O 5.45 rozpoczęło się natarcie na Graniczną. Przed południem wieś była już w rękach niemieckich. Po godz. 13.00 walki przeniosły się w rejon Morawy, a wieczorem sowieckie dowództwo musiało już mierzyć się z faktem, że jego żołnierze w Strzegomiu zostali odcięci.

Według ustaleń sowieckiego dowództwa w kontruderzeniu uczestniczyło około tysiąca niemieckich żołnierzy wspieranych przez dziewięć dział szturmowych, sześć czołgów i siedem transporterów opancerzonych.
O godz. 22.00 sytuacja była już poważna. Armia Czerwona utraciła Graniczną, Morawę i kilka kluczowych wzniesień. Strzegom znalazł się wewnątrz niemieckiego pierścienia.
Był to jednak dopiero początek walk.
Sowieckie dowództwo zaczęło ściągać pod Strzegom kolejne jednostki piechoty, artylerii i wojsk pancernych. Próby przebicia się do okrążonego garnizonu trwały przez następne dni. Walki były na tyle ciężkie, że 11 marca podjęto nawet próby dostarczenia amunicji odciętym żołnierzom drogą powietrzną.
Ostatecznie w nocy z 11 na 12 marca dowódca 5 Armii Gwardii gen. płk Aleksiej Żadow nakazał opuścić Strzegom. Z okrążenia wydostała się część garnizonu. Według danych przytoczonych przez Primkego w walkach od 9 do 12 marca straty sowieckiej obsady miasta wyniosły 12 oficerów oraz 312 podoficerów i szeregowych.
Kilka dni później Helene Plüschke, przedwojenna mieszkanka Strzegomia, zapisała w swoim dzienniku informacje zasłyszane od mieszkańców. Wiedziała już, że od 9 marca trwały walki o odbicie miasta i że Strzegom został podczas nich bardzo poważnie zniszczony. Dla ludzi, którzy jeszcze niedawno tam mieszkali, militarne meldunki o zdobytych wzgórzach, wsiach i przełamanych liniach obrony oznaczały coś zupełnie innego: ich miasto stawało się polem jednej z najcięższych bitew w swojej historii.
Niemieckie wojska utrzymały Strzegom przez kolejne tygodnie. Armia Czerwona ponownie zajęła miasto 7 maja 1945 roku.