Wyjechać i zostawić dom, ruszyć pieszo na zachód, zostać z rodziną czy przeczekać nadejście frontu w schronie? W ostatnich godzinach przed wejściem Armii Czerwonej do Strzegomia mieszkańcy musieli mierzyć się właśnie z takimi wyborami.

Nie wszyscy jednak mieli pełną swobodę decyzji. Z zachowanych źródeł wynika, że ewakuację rozpoczęto bardzo późno, transporty dzielono według określonych kategorii mieszkańców, a sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę.

Ostatnie miejsca w pociągach

Robert Primke w książce „Strzegom 1945” podaje, że rankiem 13 lutego ze Strzegomia odjechały jeszcze dwa pociągi ewakuacyjne. Autor zaznacza przy tym, że składy nie były zapełnione. Nie podaje jednak liczby pasażerów ani tego, ile wolnych miejsc pozostało.

To ważne, ponieważ na podstawie dostępnego źródła nie można stwierdzić, że pociągi były „niemal puste”. Wiadomo natomiast, że część mieszkańców nie dołączyła wcześniej do kolumn uciekinierów i pozostała w Strzegomiu.

Dlaczego?

Odpowiedzi nie daje jedna konkretna relacja. Dziennik mieszkanki miasta Helene Plüschke pokazuje jednak, jak chaotycznie wyglądały ostatnie dni ewakuacji i jak niewiele czasu pozostawiono ludziom.

Jeszcze 11 lutego mieszkańcy usłyszeli przez megafony, że ewakuacja Striegau rozpocznie się 13 lutego o godz. 8:00. Po protestach przed ratuszem plan zmieniono: 12 lutego miały wyjechać kobiety z dziećmi do szóstego roku życia, 13 lutego osoby starsze i chore, a dopiero od 14 lutego pozostali mieszkańcy.

Dla części rodzin oznaczało to pozostanie w mieście jeszcze przez kilka dni. Tyle że tych kilku dni już nie było.

Sama Plüschke 12 lutego od godz. 6:00 stała w kolejce po dokument uprawniający do skorzystania z transportu kolejowego. Po około trzech godzinach została odprawiona. Jedno z jej dzieci miało więcej niż sześć lat, dlatego zgodnie z przyjętymi zasadami rodzina miała wyjechać dopiero po 14 lutego.

Do tego czasu Armia Czerwona była już w Strzegomiu.

Zamiast pociągu - marsz pieszo

Jeszcze 12 lutego system ewakuacji zaczął się rozpadać. Z dziennika Plüschke wynika, że uzbrojeni esesmani opróżniali siedzibę partii, a partyjni działacze opuszczali miasto.

Około południa po Strzegomiu ponownie jeździł samochód z megafonem. Tym razem komunikat był zupełnie inny: wszyscy mieszkańcy zdolni do marszu mieli opuścić miasto pieszo.

Dla mieszkańców oznaczało to kolejną decyzję podejmowaną pod ogromną presją. Jeszcze dzień wcześniej przygotowywano transporty kolejowe według określonej kolejności. Teraz osoby zdolne do marszu miały po prostu ruszyć w drogę.

Nie wiemy, ilu mieszkańców posłuchało wezwania, ilu wcześniej wyjechało na własną rękę ani ilu świadomie postanowiło pozostać w swoich domach. Źródła nie pozwalają również ustalić, dlaczego dwa ostatnie pociągi nie zostały wypełnione.

Można natomiast powiedzieć, że do rana 13 lutego uporządkowany plan ewakuacji praktycznie przestał odpowiadać sytuacji na froncie.

Ostatnia noc w Strzegomiu

Helene Plüschke pozostała z dziećmi w mieście.

Jej zapis z 13 lutego zaczyna się od bezsennej nocy. Kobiety nasłuchiwały odgłosów dochodzących z zewnątrz. Około godz. 2:00 od strony Żółkiewki zauważono pojazdy wojskowe zmierzające w stronę Strzegomia.

W tym samym czasie, o godz. 2:00, sztab sowieckiej 91 Samodzielnej Brygady Pancernej otrzymał rozkaz kontynuowania natarcia i zajęcia Strzegomia do rana. Czołgi ruszyły z Goczałkowa o godz. 6:00. Już pół godziny później walczyły w Granicznej.

O godz. 6:30 mieszkańcy Strzegomia usłyszeli potężny wybuch. Według dziennika Plüschke niemieccy saperzy wysadzili dwa ważne wiadukty, uszkadzając linię kolejową.

O godz. 7:00 rozpoczął się sowiecki atak. Na dworzec spadały bomby, a połączenie kolejowe zostało przerwane.

Zaledwie 40 minut później wydarzyło się coś, co symbolicznie zamyka historię ostatnich pociągów ze Strzegomia.

O godz. 7:40 czołgi 91 Samodzielnej Brygady Pancernej wraz z fizylierami dotarły do północno-wschodniej części miasta i zdobyły stację kolejową.

Koleją nie było już dokąd uciekać.

Kobiety i dzieci zeszły do schronów

Ci, którzy pozostali w mieście, musieli szukać bezpieczeństwa tam, gdzie mogli.

Plüschke zanotowała, że po ostrzeżeniu o nadejściu Rosjan mieszkańcy jej domu zeszli do schronu. W ciemnym pomieszczeniu znalazło się około 20 kobiet i 13 dzieci w wieku od 3 do 14 lat. Nie było z nimi żadnego mężczyzny.

Czekali.

Mijała pierwsza godzina, potem druga. Około godz. 9:30 zapadła cisza. Jedna z młodych kobiet wyszła sprawdzić sytuację i wróciła z informacją, że na ulicy nikogo nie widać.

Około południa Plüschke zobaczyła już sowieckich żołnierzy biegnących wzdłuż dzisiejszej ulicy prowadzącej w kierunku Żółkiewki. Niedługo później nad miastem pojawiły się niemieckie samoloty. Bomby spadały na Strzegom, a mieszkańcy ponownie uciekali do schronów.

Tego dnia północna część miasta została opanowana około godz. 10:20, centrum około godz. 13:00, a do godz. 15:00 sowieckie czołgi dotarły do południowej części Strzegomia.

Dlaczego zostali?

Z perspektywy ponad 80 lat łatwo byłoby zapytać: skoro istniała możliwość wyjazdu, dlaczego część mieszkańców pozostała?

Źródła pokazują, że odpowiedź nie jest prosta.

Niektórzy nie kwalifikowali się jeszcze do wyznaczonej grupy ewakuacyjnej. Część ludzi mogła wcześniej ruszyć pieszo. Inni zostali w mieście mimo możliwości wyjazdu. Przez Strzegom przechodziły jednocześnie tłumy uchodźców z innych miejscowości. Robert Primke pisze wprost, że część miejscowych nie dołączyła do tego potoku ludzi i postanowiła pozostać.

Nie znamy motywacji każdej z tych osób.

Dla jednych opuszczenie miasta oznaczało porzucenie domu i całego dotychczasowego życia. Dla innych marsz zimą z dziećmi lub starszymi członkami rodziny mógł być równie niebezpieczny jak pozostanie. Jeszcze inni mogli liczyć, że przejście frontu potrwa krótko i uda się przeczekać je w piwnicy.

Tego ostatniego zachowania nie trzeba rekonstruować wyłącznie na podstawie przypuszczeń. Dziennik Plüschke pokazuje dokładnie taki scenariusz: kobiety i dzieci pozostające w Strzegomiu spędziły godziny w ciemnym schronie, słuchając ostrzału i próbując ustalić, kto znajduje się już na ulicach miasta.

Dwa niezapełnione pociągi, które odjechały rankiem 13 lutego, były jednymi z ostatnich możliwości opuszczenia Strzegomia koleją.

O godz. 7:40 stacja kolejowa znajdowała się już w rękach nacierających wojsk sowieckich. Dla mieszkańców, którzy pozostali w mieście, zaczynał się zupełnie nowy rozdział tej historii.

Co wydarzyło się z cywilami po zajęciu Strzegomia przez Armię Czerwoną? Zachowane relacje mieszkańców opisują pierwsze kontakty z żołnierzami, ukrywanie się w schronach i piwnicach, rabunki, niszczenie mieszkań oraz przemoc wobec ludności cywilnej.

W kolejnym artykule Halo Strzegom przyjrzymy się właśnie pierwszym dniom po wkroczeniu Armii Czerwonej do miasta - opierając się przede wszystkim na zachowanych świadectwach osób, które przeżyły te wydarzenia.