Historia rodu Bartsch sięga mroków średniowiecza, a jej korzenie są zaskakująco bliskie naszej ziemi. Badacze wywodzą samo nazwisko od słowiańskiej nazwy rzeki Baryczy, zapisywanej przed wiekami jako Bariche, Baricz czy Baratsch, by ostatecznie w drugiej połowie XVI wieku przyjąć formę Bartsch. Rodzina rozgałęziła się na cały region, obejmując swymi majątkami Strzegom, Legnicę, Jawor, Świdnicę i Świebodzice. W ich rękach znajdowały się kamieniołomy, przedsiębiorstwa budowlane i transportowe, fabryki, garbarnie, młyny i całe kwartały kamienic. Cała ta obszerna historia została spisana w 1899 roku w potężnej kronice rodowej "Urkundliche Chronik der Familien Bartsch zu Striegau, Liegnitz, Jauer, Freiburg", której autorem był Ewald Bartsch.
Granitowy odłamek, który zmienił miasto
Dla Strzegomia najważniejszy okazał się jeden moment. W 1826 roku strzegomski przedsiębiorca Friedrich Samuel Bartsch poszukiwał granitu na Wzgórzu Młyńskim i uruchomił tam pierwszy kamieniołom na dużą, przemysłową skalę. To wydarzenie położyło podwaliny pod cały późniejszy rozwój strzegomskiego kamieniarstwa.
Warto uświadomić sobie skalę tej zmiany. Choć granit wydobywano w okolicy już w średniowieczu, a najstarsze wzmianki o kamieniołomach w Zimniku pochodzą z 1594 roku, to do lat dwudziestych XIX wieku wydobycie miało znaczenie marginalne. Dopiero inicjatywa Bartscha ruszyła lawinę. W kolejnych dekadach XIX wieku wokół Strzegomia powstawały następne wielkie wyrobiska, między innymi w Grabinie, Kostrzy, Czernicy, Goczałkowie, Rogoźnicy i Morawie. Wiele z nich pracuje do dziś.
Ten pierwszy kamieniołom działa nieprzerwanie od blisko dwustu lat, a jego popularna nazwa to najlepszy pomnik rodziny. Strzegomianie mówią na niego "Barcz", w spolszczonej formie nazwiska założyciela.
Miasto zbudowane na kamieniu
Trudno przecenić, co ta jedna decyzja oznaczała dla Strzegomia. Przemysł granitowy stał się motorem miasta i głównym źródłem utrzymania jego mieszkańców. W 1937 roku zatrudnienie w kamieniołomach i zakładach obróbki sięgało nawet 5 tysięcy osób. Strzegomskim granitem brukowano ulice, wznoszono monumentalne budowle, a kamień z okolicznych łomów trafiał w najdalsze zakątki Niemiec.
Ślad po tamtych czasach jest wszędzie wokół nas. Panorama Strzegomia do dziś zdominowana jest przez kamieniołomy, a przemysł granitowy pozostaje wizytówką i wciąż jedną z najważniejszych gałęzi lokalnej gospodarki, dającą pracę tysiącom mieszkańców. Nowoczesne maszyny sterowane komputerami zastąpiły konie i ręczną pracę kamieniarzy, ale fundament, na którym to wszystko stoi, położyła rodzina Bartsch.
Milczące mauzoleum przy Świdnickiej
Najbardziej namacalną pamiątką po rodzie jest granitowe mauzoleum Bartschów, stojące na cmentarzu św. Mikołaja przy ul. Świdnickiej. Budowla pochodzi z 1839 roku i wciąż przypomina o rodzinie tak zasłużonej dla rozwoju strzegomskiego przemysłu skalnego. Mija ją codziennie wielu mieszkańców, zwykle nie wiedząc, kto spoczął w środku ani jak wiele zawdzięcza im miasto.
Ta kaplica kryje też swoją mroczną legendę. W komentarzu pod artykułem świdnickiego portalu historycznego jeden z czytelników wspominał, że jeszcze w latach 60. i 80. XX wieku, przez zamurowane dziś okna i wejścia, można było zajrzeć do wnętrza pełnego trumien, z czasem coraz bardziej niszczonych i plądrowanych. Dziś budowla stoi zamknięta i milcząca, strzegąc swoich tajemnic.
Czy wiesz, że...
Historia Bartschów kryje jeszcze kilka zaskakujących smaczków.
Ród był spokrewniony z rodziną samego Johannesa Keplera. Ze świebodzicką linią Bartschów związany był Jakob Bartsch z Lubania, który poślubił córkę tego wybitnego astronoma i matematyka. Rodzina zapisana w dziejach Strzegomia miała więc rodzinne powiązania z jednym z największych uczonych w historii.
Bartschowie jako pierwsi w rodzie weszli w posiadanie herbu rodowego. Przedstawiał on jelenia w skoku, z półksiężycem i gwiazdą. Co ciekawe, herb nie został im nadany, lecz kupiony około 1830 roku od pewnego pomorskiego rodu szlacheckiego.
W okresie międzywojennym strzegomskie zakłady granitowe biły własne monety. Płacono nimi robotnikom, którzy następnie mogli regulować nimi rachunki w miejscowych sklepach. Był to sposób na zabezpieczenie się przed wysoką inflacją i kolejnymi kryzysami gospodarczymi, a zarazem świadectwo tego, jak potężną gałęzią lokalnej gospodarki był wówczas przemysł kamienny.
Strzegomski granit trafiał też na najbardziej prestiżowe budowy epoki. W latach 30. XX wieku wykorzystano go między innymi przy wznoszeniu monumentalnych obiektów w Berlinie, w tym stadionu olimpijskiego, na którym w 1936 roku rozegrano igrzyska. Kamień z okolic Strzegomia oglądał więc cały świat, często nie wiedząc, skąd pochodzi.
Ród, o którym warto pamiętać
Bartschowie byli w swoim środowisku ludźmi wielce poważanymi. W dokumentach ich nazwisko poprzedzano określeniami "zacny" czy "szanowny", pełnili funkcje urzędnicze, zasiadali w radach miejskich, fundowali kasy zapomogowe dla najuboższych i wspierali lokalne wspólnoty. Byli przedsiębiorcami z rozmachem, ale też społecznikami.
Ich historia to nie tylko opowieść o jednej rodzinie. To opowieść o tym, jak jeden pomysł, jedna inwestycja i jedna determinacja potrafią na zawsze odmienić losy całego miasta. Kiedy następnym razem będziesz przechodzić obok kamieniołomu Barcz albo mijać stare mauzoleum przy Świdnickiej, warto zatrzymać się na chwilę. To ślady rodu, który dosłownie ubrał Strzegom w granit.
Na podstawie: Świdnicki Portal Historyczny (artykuł Rafała Wietrzyńskiego "Zapomniany ród Bartsch"), materiałów Gminy Strzegom oraz opracowań historii strzegomskiego granitu.